Zwolennicy tezy o kontynuacji ewolucji uważają, że
ludzie mają coraz
mniejsze mózgi i stają się coraz bardziej neurotyczni. Zwiększył
się przeciętny iloraz inteligencji, zmieniają się proporcje ciała.
Niestety, stajemy się coraz bardziej cherlawi. Czy człowiek nadal
podlega prawom ewolucji czy wyłamał się z trybów selekcji naturalnej,
które kształtują gatunki od trzech miliardów lat?
Zgodnie z teorią Darwina, osobnik lepiej dostosowany do środowiska,
odnoszący największy sukces, żyje dłużej i ma więcej dzieci. Skoro ma
więcej dzieci, jego geny występują znacznie częściej w populacji. Z
czasem prowadzi to do ewolucyjnych zmian. Dziś
geny większości ludzi przechodzą do następnego pokolenia. Zawodzi także
kolejny mechanizm selekcji – jeszcze 200 lat temu połowa dzieci umierała
przed osiągnięciem wieku dojrzałego – najprawdopodobniej z powodu braku
odporności na choroby. Obecnie w społeczeństwach zachodnich 98 proc.
dzieci dożywa 25. roku. Stagnacja w ewolucji to efekt osłabienia
selekcji naturalnej za sprawą postępu medycyny i higieny.
Proces ewolucji
wyhamował też z powodu zmian społecznych. Współczesny
model rodziny silnie oddziałuje na naszą genetyczną przyszłość. Poza
wiekiem matki ważną przyczyną mutacji jest zaawansowany wiek ojca,
zmiany genetyczne oczywiście wywołują także chemiczne i radioaktywne
zanieczyszczenia środowiska. Kiedyś najbardziej wpływowi i
najzamożniejsi mężczyźni płodzili dzieci do późnego wieku. Biedni albo
musieli służyć w armii, albo wstępowali do zakonów. Dziś mężczyźni,
którzy przekroczyli 35. rok życia, stają się ojcami o wiele rzadziej niż
dawniej. Dlatego też szanse na przekazanie mutacji mogących
zapoczątkować zmiany są dużo mniejsze.
W ciągu ostatnich 50 tys. lat populacja ludzka bardzo się powiększyła.
Teoretycznie więcej ludzi oznacza więcej mutacji. Tylko niewielka ich
część jest jednak korzystna, a większość ma neutralne lub wręcz
szkodliwe skutki. Każdy człowiek gromadzi
średnio około 100 mutacji, zanim dochowa się potomstwa. W naturze
potomstwo, które odziedziczy zbyt wiele szkodliwych mutacji, ginie. W
ten sposób nie dochodzi do nadmiernego wzrostu niekorzystnych zmian
genetycznych w populacji. Skoro wyzwoliliśmy się spod presji selekcji
naturalnej i przeżyć może prawie każdy, mutacje się kumulują. Podobna
sytuacja w populacji laboratoryjnych muszek owocowych powoduje bardzo
szybkie obniżenie biologicznej jakości owadów. Czy to samo dzieje się z
ludźmi?
Pogarszanie się widzenia jest jednym z najbardziej prawdopodobnych
symptomów takich zmian. – Jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu nasi
przodkowie zajmujący się polowaniami mieli sokoli wzrok. Ich potomkowie
mieszkający w miastach coraz częściej wymagają pomocy optyka. Wydaje
się, że to zjawisko ma związek ze zmianami genetycznymi – uważa prof.
Niles Eldredge, paleontolog z American Museum of Natural History w Nowym
Jorku. Pogarszanie się wzroku to pierwszy sygnał, z czasem akumulacja
szkodliwych mutacji może mieć wiele innych konsekwencji. Czy staniemy
się coraz bardziej uzależnieni od techniki, która będzie musiała
wspierać nasze szwankujące organy?
Ludzie z defektami genetycznymi obecnie mogą się łatwiej rozmnażać niż w
przeszłości, a to odbije się negatywnie na puli genów. – Gromadzenie się
szkodliwych genów jest jednak bardzo powolnym procesem, niwelowanym
przez tysiące perfekcyjnie dobrych genów, które także są przekazywane. Uważam,
że będziemy w stanie naprawić te wadliwe, zanim zaczną być prawdziwym
problemem – mówi „Wprost" biolog prof. Christopher Wills z
University of
California w San Diego.
Zwolennicy ewolucyjnego impasu sami jednak przyznają, że ich argumenty
ograniczają się do najbogatszej części świata. W krajach rozwijających
się nadal panuje głód i plagi śmiertelnych chorób. A to idealne pole dla
ewolucyjnych zmian. W wypadku AIDS wśród ludzi może się powtórzyć
historia, która przytrafiła się szympansom. Obecnie szympansy są
nosicielami wirusa HIV, ale nie chorują. Najprawdopodobniej kilka
tysięcy lat temu wirus HIV uśmiercił miliony tych zwierząt. Przetrwały
tylko nieliczne małpy, które miały
geny zapewniające odporność i one właśnie stały się przodkami wszystkich
współczesnych szympansów. Za kilka tysięcy lat, o ile medycyna nie
znajdzie skutecznego i taniego leku, Afrykę będą zaludniać potomkowie
garstki ludzi, którzy już teraz są odporni na wirus powodujący AIDS.
Organizmy chorobotwórcze, w tym pasożyty, zmuszają ludzki genom do
ciągłych zmian. Innym dowodem tej aktywności jest odpowiedź na malarię –
chorobę, która pojawiła się zaledwie 8 tys. lat temu. Chroniący przed
nią gen wywołuje efekt uboczny – anemię sierpowatą, rozpowszechnioną w
Afryce Środkowej i Zachodniej. Nie byłoby problemu malarii, gdyby ludzie
masowo nie wycinali lasów, na których miejscu powstawały środowiska
idealne dla komara przenoszącego pierwotniaki powodujące malarię.
Rozprzestrzenienie się genu anemii sierpowatej jest więc skutkiem zmian
przeprowadzanych na wielką skalę w naturze przez samego człowieka – mówi
prof. Bogusław Pawłowski z Zakładu Antropologii PAN we Wrocławiu i
Uniwersytetu Wrocławskiego.
Ewolucji współczesnego człowieka towarzyszyły drastyczne zmiany w
środowisku i stylu życia. W ciągu ostatnich 100 tys. lat Homo sapiens
wyruszył z Afryki i skolonizował większość globu. W tym czasieludzie
byli zmuszeni do przystosowania się do skrajnie różnych warunków
środowiskowych i klimatycznych.Następstwem emigracji do Europy stała się
jaśniejsza skóra, która umożliwia lepszą absorbcję większej ilości
promieniowania ultrafioletowego, niezbędnego do produkcji witaminy D.
Choć i to się zmienia. Wygląda na to, że ludzkość wróci do brązowego
koloru skóry.
Jeszcze w pokoleniu naszych rodziców kobiety i mężczyźni rzadko wiązali
się z kimś z innego miasta lub innej wsi. Teraz coraz częściej tworzą
związki międzykontynentalne. Ich skutkiem, i to już w niedalekiej
przyszłości, będzie globalne ściemnienie karnacji. Jasna skóra jest
względnie nową cechą – wykształciła się zaledwie 20 tys. lat temu.
Proces mieszania się populacji najintensywniej przebiega w Ameryce
Południowej, gdzie spotkali się rdzenni mieszkańcy (którzy w gruncie
rzeczy są Azjatami), Europejczycy – potomkowie konkwistadorów, i
Afrykanie przywiezieni tam jako niewolnicy. DNA mieszkańców Brazylii czy
Kolumbii jest już bardzo silnie wymieszany. Ten proces rozpoczął się
zaledwie 200 lat temu, a za 1000 lat będzie zakończony. To samo dzieje
się w europejskich metropoliach i zacznie się dziać w takich krajach jak
Chiny.
Homo sapiens istotnie się zmienił wraz z przemianą łowców-zbieraczy w
rolników. Proces ten rozpoczął się mniej więcej 10-12 tys. lat temu na
obszarze Żyznego Półksiężyca i wkrótce potem także na innych
kontynentach. Dla ludzkości był to ekologiczny Rubikon. Rozwój
rolnictwa na dobre zmienił naszą pozycję w świecie natury i
zapoczątkował populacyjną eksplozję. Homo
sapiens jest 10 tys. razy bardziej
liczny, niż powinien według reguł rządzących światem zwierząt. Bez upraw
i hodowli zwierząt populacja ludzka liczyłaby obecnie nie więcej niż pół
miliona osobników – twierdzi prof. Steve Jones.
Rosnące zagęszczenie ludności i rolnictwo sprzyjały rozpowszechnieniu
się chorób zakaźnych, bo kontakt ludzi z patogenami zwierzęcymi stał się
intensywniejszy. Zmiany w diecie za sprawą dostępności mleka i nabiału
były siłą napędową, która wyselekcjonowała gen umożliwiający dorosłym
osobom trawienie laktozy. Do trzeciego roku życia ten gen jest aktywny u
wszystkich, gdyż kobiece mleko także zawiera ten cukier. Nie wszędzie
jednak proces ten przebiegał równie intensywnie, w Europie Północnej
niemal każdy może pić świeże mleko, w Chinach i Afryce – tylko
nieliczni.
Nowa dieta stała się także siłą sprawczą zmian kształtu czaszki. W ciągu
ostatnich 10 tys. lat głowy malały i stawały się bardziej okrągłe.
Szczęki były coraz mniej wydatne. W ocenie antropologa Clarka Larsena z
Ohio State University działo się tak nie za sprawą ewolucji genetycznej,
ale sposobu, w jaki zaczęliśmy gryźć. Kiedy człowiek zaczął się zajmować
rolnictwem, zaczął jeść pokarm pochodzący z upraw, a ten był bardziej
miękki. Do jego przeżuwania człowiek nie potrzebował rozbudowanych
mięśni twarzy i silnej żuchwy. Przejawem tych zmian jest także
powszechnie występujący nieprawidłowy zgryz, stłoczenie zębów,
niewyrastanie trzonowców. Zbyt duże zęby przestały pasować do
delikatnych szczęk.
Era intensywnego postępu technologicznego i gwałtownych zmian w
środowisku trwa. Dlaczego więc ta sama siła, która działała kilka
tysięcy lat temu, nie miałaby działać także teraz? Wielu
naukowców przychyla się do poglądu, że przyszła ewolucja będzie ewolucją
umysłu i wyspecjalizowanych zachowań. Precedensy już były. Gen związany
z ADHD pojawił się około 40 tys. lat temu. Jakie korzyści mogło dawać
niespokojne zachowanie? Możliwe, że właśnie ten gen przyczynił się do
masowej migracji z Afryki. Ekspansja Homo
sapiens wymagała zwiększonej
ruchliwości i twórczego niepokoju. Osobnik z ADHD w społeczeństwie
zbieracko-łowieckim wcześniej wykrywał zagrożenia. Był także lepszy w
znajdowaniu pokarmu, zwłaszcza w okresach, gdy było go mało. Przez
ostatnie kilka tysięcy latach gen ADHD zaczął występować znacznie
częściej (obecnie ma go 3-5 proc. populacji). Niepokój najwyraźniej jest
nadal w cenie – temperament eksploratora służy wszak wynalazczości.
Są i bardziej współczesne dowody na zachodzenie zmian – według
amerykańskich naukowców Gregory’ego Cochrana i Henry’ego
Harpendinga w
ciągu tysiąca lat (między IX a XVIII wiekiem) inteligencja Żydów
aszkenazyjskich wzrosła o 12-15 punktów w skali IQ.
Stało się to za sprawą bardzo szczególnej selekcji. Ta grupa etniczna,
zamieszkująca środkową i północną Europę, mogła wykonywać wyłącznie
zawody związane z handlem i finansami. Sukces ekonomiczny na tym polu
był o wiele większym wyzwaniem intelektualnym niż sukces w zawodach
wykonywanych przez ludność nieżydowską – na przykład w rolnictwie. Ci,
którym powodziło się najlepiej, mieli największe rodziny. W ten sposób
przebiegała selekcja naturalna sprzyjająca osobom z wyższym ilorazem
inteligencji. Odbyło się to pewnym kosztem, gdyż znacznie wzrosła liczba
Żydów cierpiących na choroby genetyczne – Taya-Sachsa i Gauchera.
Przyszłość nie musi należeć do inteligentnych i kreatywnych, bo ścieżki
ewolucji są kręte. Jeśli nic się nie zmieni, sukces ewolucyjny odniesie
nie inteligencja, lecz głupota. Ronald Fisher, brytyjski biolog, jeszcze
w 1930 r. zwrócił uwagę na to, że geny warunkujące zdolności poznawcze
występują częściej w wyższych warstwach społecznych, podczas gdy
płodność jest większa wśród ludzi biednych i niewykształconych. Selekcja
naturalna przeciwdziała więc genom promującym inteligencję – podsumował
swoją obserwację Fisher. W XXI wieku ta tendencja stała się bardzo
wyraźna.
– Jeszcze do niedawna kobiety, które były inteligentne i zaradne,
rodziły podobną liczbę dzieci jak kobiety o mniejszych możliwościach
intelektualnych. Kobiety mądre przekazywały więcej genów, gdyż były
bardziej zaangażowane w opiekę nad potomstwem, zapewniały dzieciom
leczenie, umiały je lepiej chronić przed niebezpieczeństwem. W biednych
rodzinach śmiertelność dzieci
Przyszłość nie musi należeć do inteligentnych, bo niewykształceni i
biedni mają więcej dzieci była bardzo duża. Obecnie kandydatki na dobre
matki studiują, uczą się, robią karierę i z reguły mają mniej dzieci, o
ile w ogóle je mają – mówi „Wprost" prof. Bogusław Pawłowski.
W Stanach Zjednoczonych liczba młodych kobiet, które rezygnują z
macierzyństwa, podwoiła się w ciągu ostatnich trzydziestu lat – z 15
proc. do 30 proc. Z punktu widzenia ewolucji to tak samo, jakby zmarły
wszystkie dzieci tych kobiet. Działa więc selekcja premiująca osoby o
silnym instynkcie macierzyńskim, które często poświęcają karierę
zawodową dla rodziny.
Ludzie z mniejszymi zasobami mają więcej dzieci – powodem może być
brak
edukacji, a nie inteligencji – uspokaja dr Mark Pagel, biolog ewolucyjny
z University of Reading w Wielkiej Brytanii. Edukacja jest najlepszym
środkiem antykoncepcyjnym. Gdyby
przenieść tych ludzi do klasy średniej, mieliby mniej dzieci.
Ale Bryan Sykes, genetyk z Oxford University, dopisuje ciąg dalszy
czarnego scenariusza. W książce „Adam’s Curse" (Klątwa Adama)
ostrzega
przed postępującą degeneracją genów chromosomu Y. Grozi to męską
bezpłodnością na skalę światową. Gatunek Homo
sapiens ma przed sobą 125 tys. lat.
A może rację ma Peter Ward, wybitny autor książek popularnonaukowych?
Według niego, przyszłość przyniesie tylko te zmiany, które sami
wprowadzimy. Jest tylko kwestią czasu, kiedy człowiek zacznie ingerować
w swój genotyp. Oczywiście, będzie wprowadzał geny pozwalające na
dłuższe życie, związane z mocniejszym i zdrowszym ciałem. Ludzie będą
żyć 150 lat i do setki będą płodzić dzieci.
Zwolennicy tezy o zatrzymaniu
ewolucji człowieka powołują się na
czynniki, które działają najwyżej od kilkuset lat. Zapominają, że proces
ewolucji trwa o wiele dłużej. I
mimo intensywnej selekcji jeszcze przed epoką industrialną i rozwojem
medycyny Homo sapiens przez
tysiące lat prawie się nie zmieniał. Nikt nie wie, dokąd zmierza
ludzkość, gdyż ewolucja jest nieprzewidywalna. Wątpliwości uczonych
mogłaby rozstrzygnąć tylko machina czasu, która przeniosłaby ich w
odległą przyszłość.
Na Czarnym Lądzie Wszystkie
etapy ważnych kroków ewolucyjnych odbyły się w Afryce. Na tym
kontynencie nadal istnieje najwięcej czynników selekcyjnych, takich jak: -
trudne warunki życia, - brak dostępu do zdobyczy technicznych i
medycznych, - najwięcej chorób i pasożytów, - najwyższa płodność, -
zróżnicowanie genetyczne – różnice między populacjami afrykańskimi są o
wiele większe niż różnice między wszystkimi innymi populacjami z innych
kontynentów. |
|
|
|
SPÓZNIENI MYSLIWI
Biologiczne
zmiany Homo sapiens nie nadążają za postępem technicznym i
cywilizacyjnym. Człowiek współczesnypod względem fizjologii jest
łowcą-zbieraczem żyjącym w XXI wieku. Cechy biologiczne związane z
bardzo aktywnym poszukiwaniem pokarmu były utrwalone w kilkudziesięciu
tysiącach pokoleń. Dlatego lekarze i dietetycy twierdzą, że niektóre
tzw. choroby cywilizacyjne, zwłaszcza choroby serca i cukrzyca typu II,
są efektem braku przystosowania do współczesnego trybu życia. |
|
|
|
Prof. Bogusław Pawłowski Zakład Antropologii PAN we Wrocławiu
i Katedra Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego
Selekcja
naturalna niewątpliwie odbywa się nadal, ale nie jest tak
spektakularna, jak niektórzy by chcieli. Człowiek przyszłości nie
będzie wyglądał jak kosmita z wielką głową. Ludzki mózg maleje. U
neandertalczyka był większy niż u człowieka współczesnego. Można by
przyjąć, że gdyby wszystkie kobiety rodziły za pomocą cesarskiego
cięcia, to główki noworodków mogłyby być większe. Aby jednak ewolucja
utrwaliła tę cechę, płodność lub przeżywalność wielkogłowych musiałaby
być większa niż innych, a tak nie jest. Badania genetyków wskazują, że
zachowania społeczne oraz poziom agresji również zależą od genów.
Przewidują, że w najbliższych pokoleniach proporcja genów zmieni się w
sposób niekorzystny dla społeczeństwa. Może się okazać, że zmierzamy w
odwrotnym kierunku niż jeszcze niedawno, gdy selekcja premiowała rozwój pewnych
cech mentalnych czy zdolności poznawczych, które są akceptowane
społecznie, bo dobrze służyły i nadal dobrze służą ogółowi. W pokoleniu
naszych babć i matek więcej dzieci rodziły kobiety, które miały zestaw
alleli odpowiedzialny za spokój i mniejsze pobudzenie. U ich córek
większy sukces reprodukcyjny mają kobiety agresywne, zachowujące się
aspołecznie. Trudne dziewczynki częściej uciekają z domu i rodzą dzieci
między 16. a 18. rokiem życia, podczas gdy grzeczne dziewczynki
inwestują w rodzinę dopiero po studiach. Te zmiany odbywają się na
naszych oczach, ale różnicy nie da się zauważyć w ciągu trzydziestu
lat. Będzie widoczna po dziesięciu, a może nawet trzydziestu
pokoleniach. Liczba genów niegrzecznych dziewczynek może wzrosnąć o
30-40 proc. Można już natomiast zaobserwować selekcję eliminującą osoby
nieprzystosowane genetycznie do nadmiaru pokarmu. Na Zachodzie młodzi
otyli mężczyźni mają niższą płodność. Do otyłości przyczyniają się
geny, które zwiększają możliwości organizmu do magazynowania energii.
Przedawkowanie energetyczne skutkuje różnymi chorobami. Jeżeli nie
nastąpi ingerencja medyczna i genetyczna, osób otyłych w przyszłości
będzie mniej.
Prof. Christopher
Wills (na zdjęciu) Biolog z University of California w San Diego
Mimo
ochrony, którą daje nam zachodni tryb życia, czyli medycyna, higiena i
nieograniczony dostęp do pokarmu, ewolucja będzie trwać. Promowana
będzie bystrość umysłu i zdolności do bogacenia się. Bardzo ważnym
czynnikiem w tym procesie jest umiejętność wykorzystywania korzyści,
które dają wynalazki innych. Klasycznym przykładem jest Dżyngis- -chan,
który podbił świat dzięki udomowieniu konia i wynalezieniu nowej
konstrukcji łuku o większym napięciu cięciwy. W efekcie on i jego
najbliższe otoczenie mają obecnie 30 mln potomków. Inteligencja jest
cechą złożoną i nie dziedziczy się jej w prosty sposób. Ponieważ na to,
kto ma dzieci, wpływa wiele fizycznych i mentalnych cech, nie można
przewidzieć, jak inteligentne będą nasze wnuki. W wypadku pawianów
zależność ta jest prosta – im bardziej towarzyski osobnik, tym więcej
ma potomstwa. W wypadku ludzi nie ma jasności, jaki działa tu rodzaj
selekcji. Dowiedziono na przykład, że sukces odnoszą raczej osobniki o
średniej wielkości mózgu. Selekcja naturalna nie działa w kierunku
powiększania się rozmiarów mózgu, gdyż nastręczałoby to problemy
podczas porodu. Intrygujące wnioski przyniosła też jedna z prac
naukowych. Wynika z niej, że zarówno ludzie niezwykle inteligentni, jak
i obdarzeni bardzo niskim IQ mieli mniej dzieci, niż można było
przewidzieć. Największy sukces reprodukcyjny odnoszą zamożni mężczyźni.
Jako seryjni monogamiści są współczesnymi następcami Dżyngis-chana.
Ewolucja inteligencji nie jest jednowymiarowym zjawiskiem. Wydaje mi
się, że sposobem, w jaki nasz gatunek może się przystosowywać do coraz
bardziej złożonych relacji społecznych, będzie gromadzenie różnorodnych
genów warunkujących inteligencję. Poszczególni ludzie nie staną się
bardziej inteligentni na sposób, w który zwykliśmy tradycyjnie mierzyć
inteligencję, ale będą potrafili lepiej funkcjonować w społeczeństwie.
W przyszłości geny osób, które nie będą miały dobrych interakcji z
innymi, będą eliminowane przez selekcję naturalną. |
|
|
|
Monokultura ciał Zużywamy
zasoby Ziemi, ale sami także jesteśmy pokarmem. Co prawda drapieżniki
na nas nie polują, ale ludzkość jest stale powiększającą się
monokulturą ciał – niewyczerpanym źródłem dóbr dla mikrobów. Wielu
mikrobiologów wierzy, że świat patogenów jest tykającą bombą
zagrażającą istnieniu gatunku Homo sapiens. W końcu nastąpi
błyskawiczna ewolucja wirusów i bakterii, których celem będą właśnie
ludzie. Dotychczas postępy mikrobów były ograniczone. |
|
|
|
Prof. Steve Jones Genetyk z University College London
Większa
populacja ludzka i w efekcie większa liczba mutacji nie oznacza
szybciej przebiegającej ewolucji. Proces ewolucyjny przebiega nawet w
bardzo małej populacji. Brakuje też dowodów na to, że tempo mutacji
genów mózgu człowieka jest większe niż tempo mutacji genów związanych z
innymi organami. Nie jest nawet większe niż mutacje genów mózgu
zwierząt. Najsilniej działa ewolucja kulturowa, nieograniczana przez
anatomiczne struktury. Nasze umysły zmieniają się szybciej niż mózgi.
Wielkie zdobycze cywilizacyjne − osiągnięcia ostatnich dwudziestu, stu
czy nawet tysiąca lat, nie wpłynęły w żaden sposób na wielkość
ludzkiego mózgu. Czy zmiany środowiska mogą być siłą napędową ewolucji?
Człowiek umie zmieniać środowisko. Potrafił się przystosować do niego
mentalnie, ale nie fizycznie – odkrył ogień i wynalazł ubrania. Zimą
wszyscy siedzimy jak na afrykańskiej sawannie – w ogrzanych i
oświetlonych pokojach. Jeśli klimat zmieni się na skalę globalną,
przykręcimy ogrzewanie zimą i włączymy klimatyzację latem. Jedyna
zmiana w środowisku, która może wpłynąć na ewolucję człowieka, to
wielkie epidemie. Będziemy musieli wykształcić odporność na choroby.
Nie wierzę w skuteczność leków, bo te jedynie odsuwają w czasie plagi
chorób. Nie działa też terapia genowa, poza jednym wyjątkiem, rzadką
chorobą dziecięcą – ciężkim złożonym niedoborem odporności (CSID).
Gdyby udało się w ten sposób leczyć o wiele częściej spotykaną
mukowiscydozę, można by mówić o sukcesie. Niemniej jednak terapia
genowa nie zmieni natury. Przedłużając życie, spowoduje jedynie, że
geny związane z mukowiscydozą będą coraz bardziej rozpowszechnione w
populacji. W tym znaczeniu medycyna zmienia naszą ewolucyjną przyszłość. |
|
|
|
Homo futurus
Wszystkie
wizje następcy Homo sapiens – istoty wątłej, o wielkiej, okrągłej
głowie, małej i bezzębnej twarzy, zanikającym układzie pokarmowym,
niepotrzebnym z powodu dożylnego odżywiania, skróconym kręgosłupie i
trójpalczastych kończynach, nie mają nic wspólnego z najnowszą wiedzą.
Taki właśnie obraz Homo sapienstissimus – człowieka przyszłości – w
połowie XX wieku stworzył rosyjski paleontolog Andriej Bystrow. Błędnie
zakładał on, że trendy, które następowały w ewolucji człowieka, będą
zachowane w przyszłości. Obecnie wiadomo, że celem ewolucji nie jest
utrzymanie kierunku dawnych zmian. Gatunki rozwijają się zgodnie z
lokalnymi warunkami środowiska. Stephen Jay Gould, nieżyjący już
amerykański ewolucjonista, uważał, że jedyną szansą na ewolucyjny skok
byłaby kolonizacja kosmosu, podczas której człowiek musiałby się
adaptować do skrajnie różnych warunków. Jedynie drastyczne inne
środowisko mogłoby doprowadzić do tak gruntownej przemiany naszego
gatunku. |
|
|
|
Dziagnoza w pigułce
Człowiek przyszłości pod względem biologii i anatomii nie będzie
się różnił od człowieka współczesnego.
Większość zmian może zachodzić w fizjologii – selekcja
naturalna będzie promowała geny odporności na choroby.
Największy sukces reprodukcyjny będą odnosić
najbardziej inteligentni i najbogatsi.
Największym zmianom będą podlegać cechy mentalne oraz zachowania
człowieka.
W krajach wysoko
rozwiniętych ewolucję spowalnia wysoko rozwinięta medycyna i higiena.
Miejscem, w którym nadal
najszybciej przebiegają zmiany ewolucyjne, jest Afryka. |
|
|
|






Ludzie kto to pisze?rozwiń komentarz
A "redukcja ku środkowi"? - w świecie ożywionym wszystko zmierza ku przeciętności, ku średniej. B. mądrzy mają dzieci mniej mądre, a b. głupi mają mądrzejsze od siebie. Dlatego adwokaci, nie dopuszczających prawników spoza branży, administracyjnie wspierają swoich debilnych potomków w robieniu karier. Sprytne.rozwiń komentarz